"Uroda Życia": Jak to jest z tym seksem?

Lepiej częściej niż rzadziej, ale lepiej rzadziej niż wcale. Do tego zdania można sprowadzić odpowiedzi specjalistów na pytanie, czy ma znaczenie, jak często uprawiamy seks.
Ile razy robią to inni? Najbardziej rozbuchani erotycznie są Grecy – uprawiają seks średnio 164 razy w roku, Brazylijczycy – 145, Polacy – 143, Amerykanie – 132, Rosjanie – 122, Niemcy – 117 razy w roku i jest to średnia dla Europy.

Ile czasu potrzebujemy na seks? Najdłużej kochają się Nigeryjczycy – ich jeden stosunek trwa średnio 24 min. W Europie znów najstaranniejsi są Grecy – kochają się nieco ponad 22 min. Najszybsi są Hindusi – na jeden akt poświęcają 14 min.

Z raportu prof. Zbigniewa Izdebskiego "Seksualność Polaków 2011" wynika, że i Polacy nie marnują czasu – średnia dla nas to także 14 min. To w końcu ważna jest ta częstotliwość czy nie? Lepiej kochać się częściej czy rzadziej? Odpowiedź jest tak naprawdę banalnie prosta. To przecież zależy... od nas samych, od tego, jak się czujemy, na jakim etapie jesteśmy w związku, jak intensywnie pracujemy, w jakim wieku są dzieci i czy w ogóle lubimy seks. Jednak nie dla wszystkich jest to tak oczywiste. Odkąd publikowane są badania na temat seksualności, ludzie zaczęli się dowiadywać o sobie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Czytają o upodobaniach seksualnych innych, a czaty i strony erotyczne do niedawna miały największą liczbę wejść ze wszystkich stron internetowych. Magazyny kobiece nie tylko rozpisują się o pożytkach z seksu, ale też lansują kobietę wiecznie na niego gotową i z seksu zawsze zadowoloną. Co przecież prawdą nie jest. Seksuolodzy mówią, że lansowana dostępność seksu – chcę, to biorę – wcale nie wpływa pozytywnie na nasze erotyczne samopoczucie.

Skoro zaspokojenie można mieć na kliknięcie myszą, łatwiej oddzielić seks od uczuć czy nawet prawdziwych potrzeb i pragnień. Zanim je poznamy, zwykle już wiemy, co powinniśmy czuć, co i jak robić oraz jak to przeżywać. Nawet osoby będące w długich związkach przyczyn łóżkowych nieporozumień szukają, porównując się z tym, co wyczytali, zamiast skupić się na sobie i na swojej relacji. "Dziś nie ma pary, która przychodząc do gabinetu, nie chciałaby wiedzieć, czy są w normie, skoro u nich pożycie wygląda inaczej niż to, o czym się naczytali" – mówi Alain Héril, francuski seksuolog. "Pytanie o częstość stosunków wcale nie jest rzadkością. A przecież seksualność nie powinna mieć nic wspólnego z rachunkowością!" – dodaje. Specjaliści potwierdzają, że takie porównywanie do niczego dobrego nie prowadzi, nie mówiąc o tym, że nie bardzo ma?sens: skutkuje najczęściej poczuciem winy. Bo jak jest dobrze, rzadko komu przyjdzie do głowy, by się porównywać. Ale jak jest gorzej... A przecież dobrze też wiemy, że nie zawsze jest tak samo. Nasze libido potrafi z nas zakpić albo rozbuchać się z niewiadomych powodów do granic przyzwoitości.


Niedawno prof. Zbigniew Izdebski opublikował wyniki kolejnych badań nad seksualnością Polaków, z których wynika, że dwie trzecie z nas jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego. Deklarujemy, że kochamy się przynajmniej raz w tygodniu, z czego 43 proc. mężczyzn i 38 proc. kobiet twierdzi, że robi to dwa lub trzy razy tygodniowo, 5 proc. badanych – codziennie. Czy można z tego wnioskować, że optymalnie warto uprawiać seks raz na tydzień? "Nie ma większego znaczenia, ile razy ani jak często dochodzi do zbliżeń" – wtóruje francuskiemu koledze dr Michał Lew-Starowicz, seksuolog. "Niektórzy mają prawdziwy talent seksualny, inni są powściągliwi także w tej sferze życia. Ważniejsze jest, by obie strony czerpały z tych kontaktów satysfakcję i były co do tego zgodne."

Starowicz zwraca jednak uwagę, że pożytki zdrowotne ze względnie regularnego pożycia są nie do przecenienia. Przypomnijmy: my mówimy o przyjemności, bliskości, spełnieniu, miłości, lekarze dorzucają, że w czasie stosunku uwalniane są neuroprzekaźniki – dopamina i endorfiny. One wpływają na złagodzenie stresu, dobre samopoczucie i rozluźnienie. Stała aktywność seksualna ma wpływ na gospodarkę hormonalną. Neurohormony aktywowane w mózgu wpływają na wzrost poczucia bezpieczeństwa i mają charakter więziotwórczy. Sprawcą jest oksytocyna – hormon wydzielany okresowo, także podczas stosunku i tuż po nim. Oksytocyna sprawia, że ludzie stają się wobec siebie bardziej opiekuńczy, wpływa na poziom zaufania w związku. Jej wysoki poziom pomaga dobrze spać, przy udziale endorfin łagodzi bóle głowy, stawów i objawy napięcia przedmiesiączkowego. Regularny seks to także lepsza odporność i mniejsze zagrożenie udarem czy zawałem. Ludzie, którzy mają satysfakcjonujące życie erotyczne, mają też wyższą samoocenę, są pewniejsi siebie i optymistyczni. Czują się ważni, doceniani i atrakcyjni. Na co więc czekamy?

Seksualność to jest coś żywego między ludźmi – podkreśla Alain Héril – bez względu na to, ile są ze sobą. Zmienia się z wiekiem, nastrojem, porą roku. Owszem, zależy od hormonów i potrzeb fizjologicznych, ale przede wszystkim od emocji. Dzięki nim dochodzi do spotkania. Z drugiej strony podkreśla, że każdy seks uprawiany wyłącznie dlatego, że "dawno już tego nie robiłam, więc zrobię to dziś", powoduje zacieranie się uczuć. "A kiedy seks służy wyłącznie do zmniejszenia napięcia nerwowego oraz doraźnego rozładowania emocji" – dodaje Alain Héril – "nie mówimy już o spotkaniu, ale o masturbacji obiektu."

Cały tekst Izabeli Janiszewskiej znajdziecie w drugim numerze magazynu Uroda Życia

Copyrights 2014 Edipresse Polska S.A.